




Rozdział 4
Conrad POV
Stoję na balkonie, czekając na światła samochodu, które pojawią się na podjeździe posiadłości, sygnalizując, że Connor wrócił do domu. Czuję, jak mój wilk Jace krąży we mnie coraz bardziej sfrustrowany z każdą sekundą mijającą na zegarze.
Od kiedy zobaczyłem ją w zeszłym tygodniu, nie mogę przestać o niej myśleć. Jej kasztanowe włosy, szafirowe oczy, w których się zgubiłem, blada, jedwabista skóra, którą chciałem całować wszędzie, i krągłości, które sprawiają, że chcę ją trzymać mocno i nigdy nie puszczać. Nawet ilość braku szacunku w jej postawie była niesamowita. Ogień i pasja w jej słowach sprawiają, że chcę ją poskromić jeszcze bardziej. Zrobić ją moją.
O pierwszej w nocy widzę światła samochodu, więc zrywam się z miejsca i biegnę na dół, aby spotkać go przy drzwiach wejściowych.
"Jak poszło?" Nie mogłem się powstrzymać i mówiłem, gdy tylko Connor otworzył drzwi.
Connor nie może na mnie spojrzeć i tylko wpatruje się w ziemię. "Jej przyjaciele wydają się mili, ale ona była wściekła. Przepraszam, Królu Alfa, ale ona nie przyjdzie."
Hałas obudził mojego Betę, Liama, którego półprzytomny mózg zaczyna powoli łączyć fakty. "Co do diabła zrobiłeś?"
"Nightstalker ją znalazł, więc wysłałem Connora, żeby upewnił się, że wszystko z nią w porządku. Mieszkała z ludźmi od trzynastego roku życia. Możesz w to uwierzyć?" Nie mogłem powstrzymać dumy w głosie, że ją znalazłem po tym, jak uciekła przed łowcami.
Twarz Liama zaczyna się szeroko otwierać z frustracją. "WYSŁAŁEŚ ŁOWCĘ ZA ROGALEM I JESTEŚ ZDZIWIONY, ŻE JEST NA CIEBIE WŚCIEKŁA?"
Kiedy tak to ujął, rzeczywiście brzmi to źle. Nie tak chciałem, żeby to wyszło. Na pewno ona to zrozumie, skoro nie została zaatakowana. Prawda?
Próbuję się bronić przed Liamem. "Wiesz, że nie o to mi chodziło. Connor miał surowe rozkazy, żeby nie skrzywdzić jej ani jej przyjaciół. Tylko poprosić ją o spotkanie ze mną. I to właśnie zrobiłeś, prawda?"
Patrzę na Connora, który kiwa głową, ale widzę, że coś pomija. "Co jeszcze powiedziała?"
Connor bierze głęboki oddech i znowu unika kontaktu wzrokowego. "Powiedziała, że radzi sobie sama i jeśli kiedykolwiek zbliżymy się do niej, znowu zniknie."
Moje serce zapada się. Zaczynam przeczesywać rękami włosy, żeby się uspokoić. Jace wyje we mnie, czuję, jak zwiększa się moje oddychanie, a serce bije mi w gardle. Jak mogłem tak bardzo to zepsuć? Chciałem tylko ją zobaczyć ponownie.
Liam wyczuwa mój niepokój i zaczyna planować rozwiązanie sytuacji. "Dobrze. Wszyscy do gabinetu, żebyśmy mogli ustalić, co dalej. A ty", wskazując palcem prosto w moją twarz, "nie robisz nic w związku z nią, zanim nie przeprowadzisz tego ze mną. Ta dziewczyna jest pod twoją i Jace'ową skórą, nie myślisz racjonalnie. Wyraźnie nie ruszysz się dalej bez jakiegoś zamknięcia, więc dla własnego zdrowia psychicznego, przestrzegaj planu, który wymyślimy. Zrozumiano?"
Liam może i jest moim Beta i zastępcą, ale zawsze był bardziej jak brat, dlatego zawsze cenię jego rady i wsparcie. "Dobrze", warczę w odpowiedzi.
Liam patrzy na mnie, na jego twarzy maluje się mieszanka troski i dezorientacji. "Co dokładnie chcesz osiągnąć?"
Słowa opuszczają moje usta, zanim zdążę przemyśleć ich potencjalne reakcje. "Jace mówi, że ona jest moją partnerką, więc chcę, żeby była częścią stada i moją Królową."
Drzwi gabinetu zamykają się za nami, a Liam odwraca się do mnie z przerażeniem na twarzy. "Czy ty oszalałeś? Wiesz, jakie to niesie zagrożenia dla każdego członka tego stada. Łotry mają stały zakaz dołączania do jakiegokolwiek stada z jakiegoś powodu."
Connor natychmiast się zgadza. "Rozumiem, że jest potężna, ale w czasie nalotu skopała nam tyłki, unikała wykrycia w ludzkim świecie od dzieciństwa, a dziś wieczorem udało jej się przeciąć mi ramię ukrytą srebrną bronią w miejscu publicznym, nie zwracając na siebie uwagi żadnego człowieka. Musisz przestać z tą obsesją i zostawić ją w spokoju."
Przemieszczam się przez pokój i zanim się zorientuję, mam pazury na wierzchu i trzymam Connora za gardło, przyciskając go do ściany. Moje oczy świecą energią Alfy, a ja patrzę na jego strach.
Niskim warknięciem cedzę przez zęby. "NIE. Ona należy do mnie."
Czuję, jak Liam podchodzi do mnie i delikatnie kładzie rękę na moim ramieniu, próbując mnie skłonić do poluzowania uścisku na Connorze. "W porządku, stary. Connor nie miał zamiaru cię obrazić. Puść go, a porozmawiamy, co robić dalej." Zawsze nazywa mnie "stary", kiedy nie wie, czy to ja, czy Jace stracił kontrolę.
Puszczam Connora, a on zaczyna kaszleć, odchodząc ode mnie. Idę po szklankę whisky z zapasów w moim biurze, żeby uspokoić nerwy.
Słyszę, jak Connor mruczy pod nosem do Liama, "Czy ona naprawdę może być jego partnerką?"
Wypijam whisky jednym haustem i czuję, jak pali mnie w gardle, wypełniając pustkę, odkąd ją straciłem. "Jace jest pewny. Ona jest moja."
Słyszę wahanie w głosie Liama, gdy pyta o wyjaśnienie. "Rozumiem, że ty lub Jace możecie ją lubić, ale nigdy nie słyszałem o nikim, kto miałby więź partnerów. Opowieści, które słyszeliśmy jako dzieci o klątwie Bogini Księżyca, były tylko bajką, prawda?"
Nieważne, czy ta bajka jest prawdziwa, czy nie, nie mogę jej dłużej zostawić samej, żeby walczyła o przetrwanie. Chcę, żeby wróciła do domu.