




Rozdział 5 Przymusowo wprowadzony
Alexander's POV
Głowa pulsowała mi bólem, gdy kroczyłem korytarzem na ósmym piętrze Four Seasons, otoczony trzema z moich najbardziej zaufanych ochroniarzy. Po pięciu latach poszukiwań, żałoby, wściekłości - ona była tutaj.
"Szefie," głos Jacka zabrzmiał przez moją słuchawkę. "Pani Thompson nadal jest w pokoju 806. Brak wykrytego ruchu."
Zacisnąłem szczęki na jej wybranym pseudonimie: Katie Thompson, imię, za którym się ukrywała. Czy myślała, że fałszywa tożsamość i kilka kosmetycznych zmian wystarczy, żeby mnie oszukać? Rozpoznałbym te oczy wszędzie, nawet za kolorowymi soczewkami.
"Na mój znak, włamać się do pokoju," rozkazałem, ustawiając się przed 806. "Trzy. Dwa. Jeden."
Drzwi się rozwarły. Katherine stała przy oknie, już ubrana w białą, elegancką bluzkę i dopasowane czarne spodnie. Jej głowa gwałtownie uniosła się na nasz widok, ciało napięło się jak zwierzę w pułapce.
"Katie Thompson," powiedziałem przeciągle, ciesząc się, jak jej palce drgnęły na dźwięk fałszywego imienia. "Dokąd myślisz, że uciekasz?"
"To wtargnięcie." Jej głos był lodowaty. "Jeśli mnie tak dokładnie zbadałeś, jak przypuszczam, powinieneś wiedzieć, że nie jestem tą, za którą mnie uważasz. Mogę iść, gdzie tylko chcę."
Zbliżyłem się, chłonąc widok jej osoby. Znajomy sposób, w jaki przenosiła ciężar ciała, przygotowując się do walki lub ucieczki. Subtelne zmiany - jej włosy były dłuższe, ułożone inaczej.
"Naprawdę?" Zablokowałem jej drogę do drzwi. "Więc nie będziesz miała nic przeciwko, żeby zmyć ten makijaż? Pokaż mi prawdziwą twarz!"
Jej oczy błysnęły. "Zejdź mi z drogi."
"Zmusz mnie."
Rzuciła się, ale byłem gotowy. Moje ręce złapały jej nadgarstki, gdy próbowała prześlizgnąć się obok, przygwożdżając ją do ściany. Walczyła jak dzika kotka, wszystkie ruchy były przemyślane, a kopnięcia zaciekłe.
"Puść. Mnie. Wolno!" Każde słowo było akcentowane nową próbą uwolnienia się.
"Nie ma mowy." Przycisnąłem się bliżej, używając wagi ciała, aby ją unieruchomić. "Nie, dopóki nie powiesz mi prawdy. O wszystkim."
"Prawda?" Zaśmiała się, gorzko i ostro. "Nie jestem nią!"
Zanim mogłem zadać więcej pytań, moja słuchawka zaskrzypiała. "Szefie," głos Jacka był pilny. "Pan Smith przybył na spotkanie dotyczące fuzji. Czeka w 807."
Cholera. Przejęcie startupu technologicznego nie mogło czekać - nie przy tak niestabilnym rynku. Ale nie mogłem ryzykować, że Katherine znowu zniknie.
"Pilnujcie jej," rozkazałem zespołowi ochrony. "Jeśli spróbuje wyjść, zatrzymajcie ją. Wrócę."
"To porwanie!" Głos Katherine podążał za mną do korytarza. "Nie możesz mnie po prostu trzymać jako więźnia!"
Poprawiłem krawat. "Patrz, jak to robię."
Rzuciłem znaczące spojrzenie Katherine, a potem udałem się prosto do sali konferencyjnej, aby omówić szczegóły przejęcia ze Smithem.
Prezydencki apartament wirował przed moimi oczami, gdy próbowałem skupić się na dokumentach dotyczących fuzji. Coś było nie tak - moja skóra wydawała się zbyt napięta, płonąca od wewnątrz. Po drugiej stronie stołu, Smith wyglądał równie zaniepokojony, ciągnąc za kołnierzyk.
"Warunki są..." Mrugnąłem, słowa rozmazywały się. "Warunki..."
Mój telefon zawibrował - aktualizacja bezpieczeństwa dotycząca Katherine. Próbowała otworzyć zamek.
"Przepraszam." Wstałem, chwytając oparcie krzesła, gdy pokój zaczął się chwiać. "Jack, pomóż mi dotrzeć do 806."
Świat wirował, gdy weszliśmy do windy. W sercu myślałem, że muszę jak najszybciej znaleźć sposób na rozmowę z Katherine.
Ale kiedy dotarliśmy do 806, moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
"Proszę pana?" Głos Jacka wydawał się dochodzić z bardzo daleka. "Proszę pana, nie sądzę, że powinien pan-"
Odepchnąłem go na bok, niezdarnie próbując otworzyć drzwi. Katherine spojrzała na mnie, przerywając pracę nad zamkiem. Jej oczy rozszerzyły się na widok mojego stanu.
"Co ci jest?" Odsunęła się, gdy zataczałem się do przodu.
"Katherine..." Pokój wirował, ale ona była jak na dłoni. "Moja Katherine..."
POV Sarah
Sprawdziłam swoje odbicie po raz ostatni w lustrze pokoju 805, wygładzając czarną koronkową sukienkę na swoich krągłościach. Wszystko musiało być idealne. Ślub może być przełożony, ale do końca dzisiejszego dnia będzie mój.
Telefon zawibrował - SMS od mojego kontaktu z obsługi hotelowej. Alexander i dyrektor techniczny byli w 807, pijąc zmodyfikowany szampan. Niedługo poczuje efekty. Wszystko, co musiałam zrobić, to czekać.
Zdjęłam płaszcz, pozwalając mu opaść na podłogę. Sukienka niewiele pozostawiała wyobraźni - dokładnie tak, jak zamierzałam. Alexander zawsze był miłośnikiem piersi, a głęboki dekolt doskonale eksponował moje walory.
Pukanie do drzwi sprawiło, że serce zaczęło mi bić szybciej.
"Wejdź," zawołałam, układając się artystycznie na dużym łóżku.
Drzwi się otworzyły. Ale zamiast wysokiej, muskularnej sylwetki Alexandra, wszedł łysiejący mężczyzna w pięćdziesiątce. Pan Smith - dyrektor techniczny. Jego twarz była zaczerwieniona, źrenice rozszerzone.
"Co- nie powinieneś tu być!" Zerwałam się, sięgając po płaszcz. "Wyjdź!"
Rzucił się do przodu, zaskakująco szybko jak na swój rozmiar. "Tak piękna... potrzebuję cię..."
"Nie dotykaj mnie!" Próbowałam się uchylić, ale moje szpilki utknęły w puszystym dywanie. Jego ciężar przygniótł mnie na łóżko, ręce szarpały sukienkę. "Pomocy! Niech ktoś pomoże!"
Ale pokoje były dźwiękoszczelne - jeden z powodów, dla których wybrałam to piętro... Ironia nie umknęła mi, gdy walczyłam z jego narkotykowym szałem.
"Proszę," błagałam, gdy przygwoździł moje nadgarstki, jego oddech gorący przy mojej szyi. "Przestań!"
Łzy płynęły po mojej twarzy, gdy jego szorstkie ręce zmusiły moje uda do rozwarcia. Brutalnie rozerwał moją spódnicę, jego grube ręce gmerały po całym moim ciele. Czułam jego nabrzmiałą erekcję naciskającą na moje dolne partie ciała, i w szale paniki walczyłam z całych sił.
"Proszę!"
"Sz**ta, poczekaj na moje nasienie!"
Walcząc z całych sił, każdy mięsień w moim ciele napięty, ale to było zupełnie bezskuteczne.
Wcisnął się we mnie, moja sucha pochwa stawiała opór, a ostry ból odebrał mi oddech, pozostawiając mnie w bezsilnej agonii.
Afrodyzjak był przeznaczony dla Alexandra...