Read with BonusRead with Bonus

Rozdział 4 Złapanie oszustów

Punkt widzenia Katherine

Serce waliło mi jak młot, gdy rozpoznałam drogę do domu Aleksandra - fortecy, którą zbudował dla mnie, mojego więzienia sprzed pięciu lat.

"Nadal udajesz kogoś innego?" Głos Aleksandra przeciął ciszę, głęboki i kontrolowany. Siedział obok mnie, nie dotykając mnie, ale jego obecność wypełniała ciasną przestrzeń. Nawet z profilu, jego szczęka była zaciśnięta z ledwo powstrzymywaną wściekłością.

Skupiłam wzrok na oknie. "Nie wiem, o czym mówisz. To jest porwanie - zdajesz sobie z tego sprawę?"

Zaśmiał się. "Porwanie? Zrezygnowałaś z prawa do bycia ofiarą, gdy sfingowałaś własną śmierć. Pięć lat, Katherine. Czy cieszyłaś się, patrząc jak szukam twojego ciała w tym wąwozie?"

Wspomnienie tamtej nocy uderzyło we mnie - deszcz - śliskie drogi, zawodzące hamulce, barierka ustępująca. Przeżyłam dzięki czystemu szczęściu.

"Nie jestem -"

"Dość." Jego ręka wystrzeliła, palce zacisnęły się wokół mojego nadgarstka z siłą, która mogła zostawić siniaki. "Kłamstwa kończą się dzisiaj."

Samochód zatrzymał się, zanim Aleksander wyciągnął mnie z tylnego siedzenia. Walczyłam przeciwko jego żelaznemu uściskowi, ale było to bezcelowe.

"Puszczaj mnie, ty draniu!" Skręcałam się, próbując uwolnić się z jego uchwytu. Moje obcasy ślizgały się na mokrym chodniku.

"Walcz dalej," warknął, pół - ciągnąc mnie w kierunku drzwi wejściowych. "Tylko udowadniasz, kim naprawdę jesteś. Katherine zawsze miała talent do bezcelowego oporu."

"Mówiłam ci, pomyliłeś mnie z kimś innym!" Mój głos zbliżał się do histerii, gdy zbliżaliśmy się do wejścia.

"Zadzwonię na policję, przysięgam na Boga! Puszczaj mnie!" Zrobiłam kolejny próbę wyrwania się, ale Aleksander po prostu podniósł mnie z ziemi.

"Proszę bardzo," powiedział, zaczynając wspinać się po zakrzywionych schodach. "Jestem pewien, że bardzo ich zainteresuje zmartwychwstanie Katherine Jordan. Nie wspominając o małej dziewczynce, która rozbiła moje wesele dzisiaj."

Lód zalał moje żyły. Co jeśli -

Aleksander wpadł do głównej sypialni i kopnięciem otworzył drzwi. Następnie chwycił mnie brutalnie i rzucił na sofę, jakbym ważyła nie więcej niż szmaciana lalka. Moje okulary przeciwsłoneczne, które były moją tarczą chwilę temu, spadły na podłogę z hałasem.

Panika i upokorzenie wypełniły mnie, gdy desperacko próbowałam usiąść. Pokój, który teraz mnie otaczał, był boleśnie znajomy. Było tam łóżko king-size, kiedyś - święte miejsce, gdzie dzieliliśmy niezliczone namiętne noce, noce pełne miłości i szeptanych obietnic.

Ale teraz, wszystko co widziałam, to ten fatalny dzień, kiedy weszłam i znalazłam go z Sarah, rozbijając moje serce na milion kawałków. Wspomnienia powróciły i poczułam, jak w gardle tworzy się grudka, mieszanka gniewu, bólu i zdrady zagrażająca mnie przytłoczyć.

"Zdejmij to." Jego głos był śmiertelnie cichy.

"Co?" Wcisnęłam się w poduszki sofy.

"Makijaż. Soczewki. Cokolwiek jeszcze używasz do ukrycia." Zbliżał się do mnie, rozluźniając krawat. "Pokaż mi prawdę, albo znajdę ją sam."

Krzyknęłam, "Porywasz mnie i teraz każesz mi się rozebrać? Jesteś szalony!"

Mimo że mój ton był stanowczy, mój puls przyspieszał.

Pieprzyk pod okiem - mój znak rozpoznawczy - był ukryty pod warstwami scenicznego makijażu. Znamię na ramieniu było zasłonięte tatuażem feniksa. Ponadto, dzięki zaawansowanej technologii, moje rysy twarzy miały subtelne zmiany.

"Jeśli nie, zweryfikuję to sam." Sięgnął po mnie, a ja zsunęłam się z sofy, stawiając ją między nami.

Krzyknęłam, "Nie waż się mnie dotykać!"

W tym momencie z dołu dobiegł hałas - dźwięk trzaskających drzwi, stukot obcasów na marmurze, podniesiony głos kobiety.

"Aleksander!" Przenikliwy głos Sarah niósł się po schodach. "Gdzie jesteś?"

Wykorzystałam jego chwilę nieuwagi, aby rzucić się do łazienki, ale Aleksander był szybszy. Złapał mnie w pasie, jedną ręką sięgając po guziki mojego żakietu.

"Zabierz swoje łapy od moich ubrań, draniu!" Szarpałam się dziko, czując, jak materiał zaczyna się rozdzierać.

Drzwi do sypialni gwałtownie się otworzyły. Sarah stała tam, wizja zrujnowanej elegancji - jej suknia ślubna była podarta, profesjonalnie ułożone włosy opadały w splątanych falach, a idealny makijaż rozmazany od łez i wściekłości.

"Co tu się, do cholery, dzieje?" zażądała, po czym zamarła, widząc scenę przed sobą. "Kim ona jest?"

Uderzyłam łokciem w splot słoneczny Alexandra, a następnie piętą w jego stopę. Jego uścisk poluzował się na tyle, że udało mi się wyrwać. Przemknęłam obok zszokowanej Sarah, ignorując ryczącego Alexandra: "Nie waż się ruszać!"

POV Sarah

Stojąc w pokoju, otoczona rozbitymi resztkami moich marzeń, obserwowałam, jak Alexander, z twarzą wykrzywioną wściekłością, rusza w stronę drzwi. W ułamku sekundy rzuciłam się naprzód i zacisnęłam rękę na jego ramieniu, moje paznokcie niebezpiecznie blisko przebicia jego skóry.

"Nie możesz tak po prostu odejść! Gdzie chcesz iść? Musisz wszystko wyjaśnić dzisiaj!" wrzasnęłam.

Szarpnął się gwałtownie, próbując uwolnić się z mojego uścisku, ale ja użyłam całej mojej siły, mocno stąpając po ziemi, trzymając jego ramię z całym ciężarem, zdeterminowana, żeby nie pozwolić mu wyjść z pokoju.

Jego siła była przytłaczająca, a każda próba uwolnienia się powodowała ostry ból w moim nadgarstku. Ale zacisnęłam zęby i nie okazywałam żadnych oznak ustępowania, ponieważ miałam dziwne przeczucie, że jeśli pozwolę mu odejść teraz, nigdy nie będę miała kolejnej szansy.

"Sarah, oszalałaś? Puść mnie!" głos Alexandra był pełen gniewu i niecierpliwości.

"Czyżby?" Moje oczy były zaczerwienione, a łzy napływały do nich. "Zrobiłeś taki bałagan na weselu dzisiaj, a teraz chcesz po prostu odejść? Nie ma mowy! Musisz mi powiedzieć, kim jest ta kobieta!"

Mówiąc to, zacisnęłam mocniej jego ramię, jakby mogła trzymać jego serce w niewoli, jeśli tylko wystarczająco mocno się trzymała.

"Kim ona jest, Alexander? Odpowiedz mi!!!" zażądałam, mój głos drżał z kombinacji wściekłości i bólu.

Alexander nie odpowiedział od razu. Przeciągnął ręką przez włosy, ciężko oddychając. "To nie twoja sprawa, Sarah. Po prostu odpuść."

"Odpuść?" wrzasnęłam. "Nie możesz mi tego zrobić! Zorganizowałam to wesele, poświęciłam wszystko dla nas, a teraz mówisz mi, żeby odpuścić?"

Ręce Alexandra wystrzeliły, żeby złapać moje nadgarstki, próbując mnie od siebie oderwać. "Puść, Sarah! Zachowujesz się nieracjonalnie."

"Nieracjonalnie?" splunęłam. "To ty kłamałeś! Kim jest ta kobieta? Dlaczego byłeś cały czas przy niej?"

Twarz Alexandra stwardniała. "Powiedziałem, że to nie twoja sprawa. Musisz odejść."

Wyrwałam nadgarstki z jego uścisku i zrobiłam krok w tył, ciężko oddychając. "Nie odejdę, dopóki nie powiesz mi prawdy. Czy to Katherine? Czy to dlatego zachowujesz się tak dziwnie?"

Oczy Alexandra lekko się rozszerzyły na wzmiankę o Katherine, i to było wszystko, czego potrzebowałam jako potwierdzenia.

"Więc to ona," syknęłam. "Po tylu latach, wróciła. A ty wciąż ją kochasz, prawda?"

Milczenie Alexandra było ogłuszające. Odwrócił się ode mnie, jego ramiona były napięte.

Zaśmiałam się gorzko. "Jesteś głupcem, Alexander. Mogłeś mieć wspaniałą przyszłość ze mną, ale wciąż jesteś przywiązany do ducha."

W końcu odwrócił się do mnie. "Nie rozumiesz, Sarah. Nigdy mnie nie zrozumiesz, dopóki nie będziesz w moich butach."

Parsknęłam pogardliwie. Jego słowa wydawały mi się śmieszne. Jak mógł nie postawić się w mojej sytuacji? Kocham go tak głęboko. Dlaczego nigdy nie dostrzegł moich zalet?

Potem opuściłam to miejsce, wróciłam do domu i wyjęłam telefon.

"Tak, to ja," powiedziałam, gdy tylko połączenie zostało nawiązane. "Nie obchodzi mnie, co musisz zrobić. Spraw, żeby Kevin Jordan żałował, że się urodził. Zrozumiano?"

Previous ChapterNext Chapter