Read with BonusRead with Bonus

Rozdział 3 Ponowne spotkanie z niemożliwą osobą

Katherine's POV

Siedziałam w sterylnym biurze aresztu, zaciskając palce na torebce tak mocno, że kostki zbielały.

"Pani Thompson," zaczął urzędnik. "Zarzuty przeciwko Kevinowi Jordanowi są poważne - próba gwałtu na Sophie Porter."

Ze wszystkich ludzi, musiała to być Sophie Porter - siostra Sarah. Ta, która zmusiła mnie do wygnania, a teraz próbowała zniszczyć mojego brata!

Wspomnienia wróciły. Miałam osiem lat, bezsilnie patrzyłam, jak Sarah i Sophie dręczyły mnie po nowym ślubie ojca. Był tak zauroczony ich matką, że niczego nie zauważył.

Jak mogę pozbyć się tej nienawiści, która we mnie siedzi?

"To niemożliwe," stwierdziłam. "On nigdy by—"

"Niezależnie od tego, czy Kevin jest winny czy nie, rodzina ofiary jest dość wpływowa," kontynuował urzędnik, nie podnosząc wzroku znad papierów. "Sam pan Hudson osobiście zażądał, aby odmówić kaucji."

Zapytałam, "Alexander Hudson?"

Urzędnik skinął głową.

Wypuściłam szyderczy śmiech. Nawet po pięciu latach Alexander nadal manipulował, aby skrzywdzić moją rodzinę.

Tłumiąc gorycz, która we mnie narastała, pochyliłam się i zażądałam, "Chcę zobaczyć dowody i Kevina."

"Obawiam się, że to na tym etapie niemożliwe." Urzędnik w końcu spojrzał mi w oczy. "Pani Thompson, radzę trzymać się z daleka."

Widząc postawę policjanta, wiedziałam, że nie ma sensu dłużej tu zostawać i się kłócić.

Mogłam tylko wstać, nerwowo wygładzając spódnicę. "Dziękuję za poświęcony czas, oficerze."

"Jeszcze jedno," zatrzymałam się przy drzwiach. "Kiedy miało miejsce to rzekome zdarzenie?"

"Ostatniej nocy, w hotelu Four Seasons."

Hotel Four Seasons? To właśnie tam odbywa się wesele Alexandra, prawda? Jakie to niesamowicie absurdalne!

Ruszyłam w stronę wyjścia z aresztu. Musiałam dostać się do mieszkania Kevina i do Four Seasons, znaleźć dowody na jego pobyt wczorajszej nocy, cokolwiek, żeby udowodnić—

W tym momencie rozległ się znajomy głos, "Katherine?"

Serio? Nie mogę mieć aż takiego pecha!

W momencie, gdy ciężkie kroki rozbrzmiały za mną, zimny dreszcz przeszył mnie na wskroś. Serce zaczęło bić nieregularnie, a fala niepokoju ogarnęła mnie.

Proszę, niech to będzie ktoś inny. Nie jestem w stanie teraz się z tym zmierzyć. Zanim zdążyłam zebrać myśli, żelazna dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, wywołując falę paniki.

W mgnieniu oka zostałam gwałtownie obrócona, a tam, stojący tuż przede mną, był nikt inny jak Alexander Hudson!

"Proszę pana," powiedziałam, starając się zachować spokój i wdzięczna, że moje okulary przeciwsłoneczne ukrywały moje oczy, "pomylił pan osobę."

Jego uchwyt się zacieśnił. "Przestań udawać, Katherine!"

Odpowiedziałam, "Proszę pana, pana działania są bardzo dziwne. Naprawdę pana nie znam. Proszę trzymać się ode mnie z daleka."

Jego druga ręka uniosła się, palce musnęły mój kość policzkową, gdzie kiedyś znajdowało się moje charakterystyczne znamię. "Makijaż może ukryć wiele, Kitty, ale nie wszystko. Czy mam sprawdzić twoje ramię, żeby zobaczyć ten znak urodzenia?"

Stare przezwisko wywołało we mnie furię. Wyrwałam się, ale on był szybszy, silniejszy. Jego ręka wsunęła się pod kołnierz mojego marynarki. W chwili, gdy zobaczyłam twarz Aleksandra i usłyszałam jego słowa, coś we mnie pękło.

Nie mogąc dłużej powstrzymać gniewu, wybuchłam. Uderzenie rozbrzmiało echem przy wejściu do aresztu. Jego głowa odskoczyła na bok, a na jego twarzy pojawił się prawdziwy szok. Zanim zdążył się otrząsnąć, uderzyłam go ponownie, mocniej.

"Jak śmiesz! Odwal się!" wykrztusiłam.

Ale Aleksander patrzył tylko na moje odsłonięte ramię, na tatuaż feniksa zakrywający skórę, gdzie kiedyś była moja znamie. Jego oczy pociemniały z wściekłości.

"Ty mała—" Jego ruchy były rozmazane, a w mgnieniu oka zostałam uniesiona z ziemi. Trzymał mnie mocno w stylu księżniczki, jego uścisk był nieustępliwy, jakby bał się, że się wyślizgnę.

"Pomocy!" krzyczałam, walcząc, gdy niósł mnie w stronę czekającego czarnego Bentleya. "Ktoś pomóż! Ten człowiek próbuje mnie porwać!"

"Pan Hudson!" Jego asystent–Jack Lawrence, pośpieszył naprzód. "Panie, są kamery—"

"Otwórz drzwi do samochodu," rozkazał Aleksander.

Nawet walcząc, zauważyłam, jak ochroniarze odwracali wzrok, jak przechodzący goście nagle znaleźli swoje telefony fascynujące.

"Ty pieprzony draniu. Odwal się! Nawet cię nie znam!" wykrztusiłam jadowicie, gdy wepchnął mnie na tylne siedzenie.

Wsiadł za mną, jego obecność wypełniła ciasną przestrzeń. "Uciekasz zamiast stawić czoła konsekwencjom. Twoje ciało będzie wiedziało, czy mnie rozpoznajesz czy nie, Kicia."

Drzwi zatrzasnęły się. Na jego słowa, mimowolny dreszcz przeszedł przez moje ciało, a w żołądku zawiązał się węzeł nerwów.

Ale gdy zapach Aleksandra mnie otoczył, przywołując wspomnienia namiętności i zdrady, zmusiłam się, by pozostać skupioną.

"Pięć lat," głos Aleksandra przeciął napiętą ciszę. "Pięć lat myślenia, że jesteś martwa. Czy masz pojęcie, co to ze mną zrobiło?"

Wydałam z siebie gorzki, szyderczy śmiech. "Co to ze mną zrobiło? Żartujesz sobie? Ty samolubny dupku!"

Jego głos wzrósł gwałtownie. "To ty sfingowałaś swoją własną śmierć i uciekłaś!"

Z całych sił odepchnęłam jego rękę. "Nie wiem, o czym mówisz!"

Jego kontrola szybko się wymykała, jego oczy płonęły niebezpieczną mieszanką furii i surowego bólu, szczęka zaciśnięta desperacko przeciwko burzy emocji, które groziły wybuchnięciem.

Nagle powiedział złowrogo, "Dziewczyna, która zrobiła scenę na moim ślubie, to twoja córka, prawda?"

Moje serce przeskoczyło rytm, a wewnątrz mnie wezbrała fala zamieszania. O czym on, do diabła, mówił? Moje dzieci mieszkają w Szwecji.

"Nie mam żadnych dzieci" powiedziałam lodowato, ale moje oczy mnie zdradziły.

Aleksander zauważył ruch. Jego oczy rozszerzyły się, a potem niebezpiecznie zwęziły.

"Katarzyna," jego głos obniżył się do śmiertelnego szeptu, "ukrywasz coś, prawda?"

Previous ChapterNext Chapter