




1- Ale nie jest zły, po prostu zakodowany demonami i emocjonalnie przywiązany
OZ
Nie mogę się ruszyć. Tępy ból pulsuje w moich ramionach, promieniując do moich rąk, nóg, nawet ogona. Każda kończyna wydaje się ciężka, odłączona, jakby już nie należały do mnie. Próbuję się ruszyć, ale moje ciało odmawia posłuszeństwa. Panika bulgocze tuż pod powierzchnią, ale zmuszam ją do zniknięcia. Pokój, w którym się znajduję, jest ciemny. A może… nie? Coś lekkiego ociera się o moje rzęsy, materiał, może? Opaska na oczy. Dlaczego, do cholery, mam na sobie opaskę? Próbuję ocenić sytuację, ale myślenie boli. Moja czaszka pulsuje, jakby za oczami grał bęben. Moje usta są suche, język bezużyteczny na podniebieniu. Ugh. Co się stało? Miękki, celowy dźwięk rozlega się po lewej stronie. Ktoś tu jest. Nie jestem sam. Biorę powolny, ostrożny oddech. Zapach uderza mnie jak cios. Mdły, słodki, duszący, mocna mieszanka miodu i cukru. Przepełnia moje zmysły, zbyt bogaty, zbyt gęsty. Żołądek mi się przewraca. Jest tylko jeden rodzaj stworzenia o takim zapachu. Fae. Ale to nie ma sensu! Co do diabła robi Fae w demonicznym świecie? Nie należą tutaj. Nie mogą nawet tutaj DOTRZEĆ. Nie bez pomocy. Chyba że…
Nie… Nie, nie, nie. Cholera. Zostałem wezwany. To wyjaśnia, dlaczego nie mogę się ruszyć. Prawdopodobnie jestem uwięziony w kręgu przywołania. Opaska na oczy to kolejny środek ostrożności. Naprawdę sprytny. Bezpośredni kontakt wzrokowy z moim rodzajem może mieć… Niefortunne skutki. Potem pojawia się głos. Jest męski i zimny. Zbyt gładki, by należał do kogoś starego, ale zbyt celowy, by należał do kogoś młodego. Jest bezczasowy i przecina ciszę jak nóż.
„Demonie.” Mówi. To jest po prostu obraźliwe. Zna moje imię, musiał je znać, żeby mnie wezwać. Jak trudno jest używać imienia faceta?
„Zostałeś wezwany z bardzo konkretnym zadaniem. Jest ktoś, kogo muszę zabić. Ty ją zabijesz.” Fae ogłasza to, jakby mówił o pogodzie. Jego słowa uderzają mnie jak kamień.
„Jesteś związany z tym światem.” Kontynuuje.
„Twoje zdolności przejścia przez bramy są zablokowane, a nałożono na ciebie zaklęcie, które uniemożliwia przejście przez bramy stworzone przez innych. Gdy zadanie zostanie wykonane i otrzymam dowód, zdejmę zaklęcia. Będziesz wolny, by wrócić… do domu.” Pluje słowem, jakby było trucizną w jego ustach, jakby „dom” był czymś brudnym. Walczę z warkotem, który wzbiera w moim gardle. Myślę o moim rodzeństwie, moim młodszym bracie, który zbiera ciekawe kamienie, mojej siostrze z oczami jak srebrne gwiazdy. Jasne, demoniczny świat ma swoje wady, ale jest mój. Jest nasz. Nie chcę nikogo zabijać. Ale nie mogę tu zostać, przykuty do kaprysów jakiegoś pokręconego fae z kompleksem boga. Jaka jest alternatywa? Gnić tutaj na zawsze? Stać się jego zwierzakiem? Nie. Nie ma mowy. A poza tym, ktokolwiek ten fae chce zabić, prawdopodobnie nie jest niewinny. Dobrzy ludzie nie angażują się w fae jak on.
„Rozumiem.” Chrypię. Mój głos jest szorstki, suchy. Podejrzewam, że to efekt przywołania. Nie mogłem otworzyć bramy, więc zostałem właściwie wyrwany z mojego domu i wrzucony do innego świata w najbardziej bolesny sposób. To wyjaśnia, dlaczego zemdlałem.
„Dobrze.” Odpowiada fae. Jego ton sugeruje wszystko, tylko nie zadowolenie.
„Na szyi masz cienki łańcuszek. Gdy dziewczyna będzie martwa, załóż go na nią. Jej imię to Kacia Hunter. Nie zajmuj się tym zbyt długo. Nie lubię czekać.” Mówi gładko. Potem jego kroki zaczynają zanikać.
„Czekaj!” Wołam.
„Czy nie zamierzasz mnie uwolnić z kręgu?” Żądam. Śmieje się. To okrutny, elegancki dźwięk.
„Żebyś mógł mnie zaatakować? Nie sądzę. Magia wkrótce się wypali. Bądź cierpliwy.” Mówi swobodnie. Więcej kroków, a potem zniknął. Zostaję z opaską na oczach, sparaliżowany i całkowicie sam. Cisza wkrada się, rozciągając czas w coś powolnego i duszącego. Magia delikatnie trzaska pod moim ciałem, klatka, z której nie mogę uciec. Jestem bezradny, wrażliwy i niesamowicie wkurzony.
Cztery. Godziny.
Minęły cztery cholerne godziny, zanim magia w kręgu osłabła na tyle, że mogłem się znowu ruszyć. Gdy mogłem poruszyć choćby palcem, sztywność przejęła kontrolę nad całym moim ciałem. Każdy mięsień palił z wyczerpania i bezruchu. Stawy trzeszczały głośno, gdy usiadłem, przypominając mi, że zostałem wyrwany ze swojego świata, zanim zdążyłem zjeść kolację. Teraz jestem obolały, głodny i wciąż pół ślepy od ciemności. Z frustracją zrywam opaskę z oczu i mrużę je. Pokój wokół mnie jest mały, może dziesięć stóp szerokości, kamienne ściany zimne i bez wyrazu. W jednym rogu migocze pojedyncza latarnia, oferując słabe światło. Cienie, które tworzy, sprawiają, że wszystko wydaje się bardziej klaustrofobiczne, niż już jest. Rozciągam się, krzywiąc się, gdy coś w moich plecach trzeszczy. Ten cholerny fae. Nie dał mi NIC. Żadnej mapy. Żadnych instrukcji. Tylko imię, Kacia Hunter. Nie mam pojęcia, gdzie ona jest. Nie mam pojęcia, gdzie ja jestem, choć podejrzewam, że jestem w jednym ze światów ludzkich. Mogłaby być w następnym mieście, albo po drugiej stronie świata. Cholera, za wszystko co wiem, mogłaby nawet nie być na tej płaszczyźnie istnienia. To byłoby typowe dla fae, dać niejasne polecenie i oczekiwać, że sam wymyślisz, jak osiągnąć niemożliwe. Typowe. Zaczynam układać plan, ale mój żołądek przerywa mi tak głośnym burczeniem, że przysięgam, że odbija się echem od kamienia. Dobra. Priorytety. Nowy plan:
Krok pierwszy - jedzenie.
Krok drugi - znaleźć miejsce do spania do rana.
Krok trzeci - zrobić lepszy plan.
Z ciężkim westchnieniem zmieniam się w ludzką postać. I CHOLERA, boli! Moje rogi powoli cofają się do czaszki, ciągnąc gorący nacisk wzdłuż kości. Moje czarne oczy mętnieją, przechodząc w blady, burzowy szary i nieco osłabiając moje widzenie. Moja skóra, naturalnie głęboko węglowa szara, zaczyna się zmieniać, plama po plamie, w jasny, niemal chorobliwie blady ludzki odcień. Moje pazury cofają się z serią ostrych ukłuć, aż moje palce zaczynają przypominać coś bardziej akceptowalnego. Nie jest idealnie. Nigdy nie jest. Ale wystarczy. Każdy mięsień w moim ciele protestuje, gdy wymuszam zmianę, już krzycząc z powodu godzin bezruchu. Jęczę i zginam się wpół, oddychając przez to. To ciało jest tak ograniczające. Słabsze i bardziej kruche niż moja naturalna forma. Ale jest to konieczne. Ludzie mają tendencję do paniki, gdy widzą demony, zwłaszcza takie jak ja. W sumie... Zasłużyliśmy na tę reputację. Moja rasa JEST naturalnie drapieżna. Nie jesteśmy subtelni. A demony Kakos, takie jak ja, mają szczególny dar, albo przekleństwo, zależnie od tego, kogo zapytasz. Efekt koszmaru, jak to ludzie nazywają. Każdy, kto spojrzy nam w oczy w naszej prawdziwej formie, jest uderzony przytłaczającym, pierwotnym terrorem. Nie jest to zwykły strach, to paraliżująca, głęboka w duszy groza. Niszczy wszelkie racjonalne myśli. Ofiary czasami błagają o śmierć, tylko po to, aby uciec od tego. To nie jest sprawiedliwe. To nawet nie jest zamierzone. Ale się zdarza. Nigdy nie doświadczyłem tego osobiście, oczywiście, ale widziałem rezultaty. To... Nie jest ładne. Dlatego uczymy się zmieniać. Ukrywać się i wtapiać, gdy podróżujemy. Aby unikać paniki i niepotrzebnego rozlewu krwi. Zajęło mi lata, aby to opanować, a nawet teraz, nie jestem doskonały. Jedna rzecz, której nigdy nie udało mi się ukryć? Ogon. Próbowałem. Raz po raz próbowałem. Ale to czuję się ŹLE. Jak próba chodzenia bez jednej nogi. Wytrąca mnie z równowagi. Mój ogon jest długi i zręczny. Jest wystarczająco silny, aby działać jako dodatkowa kończyna, zakończony ostrym, ostrym jak brzytwa kolcem. Wzdycham i podnoszę koszulkę, owijając ogon ciasno wokół talii. Okręca się wokół mnie dwa razy, ciasno i zwinięty jak wąż. Naciągam koszulkę z powrotem, dopasowując ją do miejsca. Nie idealnie. Czuję się niezręcznie. Ograniczająco. Mój ogon drga instynktownie, reagując na moje rozdrażnienie, ale nie ma miejsca, aby się swobodnie poruszać. Przypomina mi to zwierzę w klatce. Powiedziano mi, że to trochę jak ogon kota reagujący na stres. Nie spędziłem jednak zbyt wiele czasu wśród kotów. Mimo to, to jest najlepsze, co mogę zrobić. Patrzę w dół. Brak butów. To się dzieje, gdy nikt nie daje ci czasu na przebranie się przed wyrwaniem z własnego świata. Moje stopy są gołe, podeszwy chropowate, ale nie na tyle, żeby wytrzymać długo na trudnym terenie. Moje paznokcie, choć już nie pazury, pozostają czarne. Mój odcień skóry jest teraz wystarczająco bliski, aby przejść jako człowiek, choć trochę zbyt blady. Mogę to udawać. Dopóki nikt aktywnie nie szuka demona, przejdę kontrolę... Mam nadzieję.