Read with BonusRead with Bonus

Rozdział 1

Jestem tym, kogo nazwałbyś rozpieszczoną, bogatą, oszałamiająco piękną, jedyną córką niesławnej rodziny mafijnej Gregori - królewskiej w podziemnym świecie Włoch.

Korona krwawych tradycji.

Mój tata? Och, to ten Gregori. Wiesz, ten, który sprawił, że burmistrz zniknął podczas kolacji, a mimo to miał czas, żeby mnie wieczorem utulić do snu.

Mój pradziadek zbudował nasze imperium po Drugiej Wojnie Światowej - kulami, krwią i piwnicą pełną wyśmienitego wina.

Ja? Dorastałam w złotych jedwabnych prześcieradłach Gucci i skandalach Hermes.

Nazwij to - smoczki Versace, mundurki szkolne Chanel i ochroniarz o imieniu Marco, który raz wziął kulę za mojego psa. Nie znam normalności. Znam suknie galowe, brunchy z szampanem, prywatnych nauczycieli szermierki i dyskretne łapówki, żeby uniknąć kary w najbardziej ekskluzywnej szkole dla dziewcząt we Włoszech.

Jestem tym, kogo tabloidy nazywają „La Principessa Andria” za zamkniętymi drzwiami.

Księżniczka Gregori. Słodkie, prawda?

A dzisiaj? Dzień ukończenia szkoły. Praktycznie promieniałam w Diorze i diamentach, siedząc z tyłu mojego niestandardowego Maserati, z dwoma czarnymi SUV-ami podążającymi za mną jak królewska parada. Otwierałam fan mail - bo tak, dostaję fan mail - kiedy to zobaczyłam.

Bez adresu zwrotnego.

Bez podpisu.

Tylko jedna linia:

„Jesteś oznaczona. Mafia Diablo zjada księżniczki na śniadanie.”

Mrugnęłam. Potem mrugnęłam ponownie. Z pewnością to był jakiś kiepski żart od złośliwego eksa lub zazdrosnego bachora. Ale Marco - który był na łączach - zauważył, że przestałam oddychać w połowie przewijania.

„Signorina? Co się stało?” zapytał, już skanując otoczenie jak jastrząb w garniturze Armani.

„Właśnie dostałam groźbę śmierci,” powiedziałam, unosząc okulary przeciwsłoneczne, „w Arial. Wyobrażasz sobie? Przynajmniej zabij mnie jakąś typografią.”

W ciągu pięciu minut mój konwój zawrócił jakbyśmy unikali bomby.

A kiedy dotarłam do rodzinnej willi nad jeziorem Como, Mama płakała w swoje perły, a Tata rozbił swój drugi telefon o marmurowy kominek.

„Diablos?” krzyczał, chodząc w tę i z powrotem jak człowiek, który osobiście dekapitował rywali, ale nie potrafił znieść faktu, że jego córka jest na liście do odstrzału. „Nie odważyliby się! To terytorium Gregori!”

„Tato, mówisz tak, jakbyśmy nie wysadzili ich magazynu w zeszłe Boże Narodzenie jak jakaś pokręcona wersja Secret Santa,” odpowiedziałam, sącząc importowaną wodę kokosową z uniesioną brwią.

Moja mama zaszlochała obok mnie. „Powinniśmy wysłać ją do tego klasztoru w Szwajcarii,” jęknęła, ściskając swój różaniec, który oczywiście miał diamenty zamiast koralików. „Mogłaby nauczyć się robić ser, a nie wojnę!”

Ale mój ojciec nie miał tego zamiaru. „Nie. Nie, zostaje tutaj. Potroimy ochronę. Wzmocnimy willę. Dzwonię do Luca.”

Wszyscy zamarli.

O cholera!

Luca. Tylko nie on! Proszę!

Ostatnim razem, gdy Tata wymienił to imię, dusza człowieka opuściła jego ciało bez formalnego pożegnania.

„Mówisz o Luca Bianchi?” zapytałam, unosząc brew. „Książę Cienia z Neapolu? Ten ‘zabijam-małym-palcem’ facet? Ufasz mu w mojej sprawie?”

Tata nie oderwał wzroku od swojego telefonu na kartę. „Jest mi winien przysługę. I jest jedynym, który może cię utrzymać przy życiu.”

Mama wydała jęk, jakbyśmy organizowali pogrzeb. Przewróciłam oczami.

„Mogę przynajmniej ukończyć szkołę, zanim przejdziemy na pełną La Femme Nikita?” zapytałam. „Czy muszę robić zdjęcia do dyplomu w Kevlarze?”

Oni mnie ignorowali. Oczywiście, że tak.

Bo kiedy jesteś księżniczką najstraszniejszej mafijnej dynastii we Włoszech, twój głos jest tylko częściowo słyszany... dopóki nie zaczniesz krzyczeć.

Ale oto sprawa:

Powinni najpierw zapytać mnie.

Bo nikt nie zadziera z moją rodziną.

I nikt - nikt - nie grozi tej dziewczynie Gregori i żyje, by się tym chwalić.

Niech przyjdą Diablos.

Mam szpilki, zadziorność i vendettę.


Tej nocy, on zjawił się jak cholerny huragan owinięty w kaszmir i arogancję.

Luca Bianchi.

Cień Książę Neapolu. Człowiek, mit, absolutny chodzący ból głowy w dopasowanym czarnym garniturze i z nastawieniem, które mogłoby spalić miasta. I niestety, ten sam człowiek, któremu mój Papa zaufał, by "utrzymać mnie przy życiu". Jakbym była jakąś antyczną wazą potrzebującą folii bąbelkowej i łagodnego oświetlenia.

Wszedł do pokoju jakby był właścicielem willi Gregori. Nie zapukał. Nie zatrzymał się. Po prostu wpadł do prywatnego gabinetu Papy, jakby marmurowe podłogi były rozłożone dla jego zarozumiałych, perfekcyjnie wypolerowanych skórzanych butów.

A kiedy nasze oczy się spotkały?

Ugh.

Jego niebieskie oczy nadal wyglądały, jakby były wykute z zamrożonej arogancji i nocnych pokerowych rozgrywek na wysokie stawki. A te mięśnie? Wyrzeźbione przez jakiegoś okrutnego rzymskiego boga zbyt zajętego i nie mającego za grosz przyzwoitości. Bezczelność. Zarozumiałość. Jak można być ekspertem we wszystkim? Potrafił strzelić człowiekowi między oczy, prowadzić motorówkę z zasłoniętymi oczami, oczarować moją matkę, żeby podała rodzinne przepisy, a podobno grał na basie w zespole jazzowym? Pewnie też dorabiał jako szef kuchni Michelin. Obrzydliwe.

I co gorsza?

Ignorował mnie.

Stałam tam - odziana w jedwab, z czerwoną szminką, wyglądająca jak zagrożenie owinięte w Cartier - a on nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu skinął głową Papie, wziął kieliszek wina, który mu podał, jakby był bohaterem greckiej tragedii, i usiadł na ciemnym aksamitnym kanapie jakby należała do niego.

Gotowałam się ze złości.

"Przepraszam," powiedziałam, przerzucając włosy jak broń i tupiąc przed nim w czterocalowych Louboutinach, "czy masz wrażenie, że jestem niewidzialna? Czy po prostu nieistotna teraz, kiedy znowu grasz ochroniarza?"

Luca podniósł oczy - te oczy - i wziął powolny, protekcjonalny łyk wina. "Cześć, Andria."

Boże. Jego głos. Głęboki. Gładki. Zarozumiały. Tak zarozumiały, że powinien być nielegalny w co najmniej trzech krajach.

"Widzę, że kaprysy starzeją się jak dobre wino," dodał z leniwym uśmiechem.

Prawie eksplodowałam.

"Kaprys?" wykrztusiłam, ręce na biodrach. "To nie jest kaprys, Luca. To jest wściekłość. Bo najwyraźniej moje życie jest zagrożone, a zamiast wysłać wyszkolonego zabójcę albo dosłownie kogoś kompetentnego, Papa zdecydował się ściągnąć swojego ulubionego złotego chłopca z Południa. Który nadal myśli, że mam dziesięć lat i jestem obsesyjnie zakochana w jego głupim motocyklu."

Uniósł brew. "Nie byłaś?"

"Również myślałam, że masło orzechowe to grupa żywnościowa i próbowałam dwa razy poślubić naszego kierowcę. Ewoluowałam."

Zaśmiał się.

Nienawidziłam, że się zaśmiał.

"Spójrz, Signorina Gregori," powiedział, odkładając wino i wstając do pełnej, irytującej wysokości, "możesz mieć garderobę od projektantów i wystarczająco zadziorności, by rządzić małym krajem, ale to jest poważna sytuacja. Diablos nie wysyłają ostrzeżeń, chyba że mają na myśli. Więc chyba że nagle stałaś się kuloodporna albo wyszkolona w taktycznym wojsku, będziesz mnie słuchać."

Previous ChapterNext Chapter